Kamperem po Europie. Hiszpania.

na-settembre-008-1-1024x768 Kamperem po Europie. Hiszpania. Karawaning Motorhome

Cabo de Gata, Hiszpania

Próbuję odtworzyć trasę pierwszego wyjazdu do Hiszpanii. Naszego. We dwoje. Z datą się poddałam, kiedy uświadomiłam sobie, że było to na pewno przed narodzinami Laury, czyli ponad 14 lat temu.
Przelot do Madrytu, pociąg do Cordoby, wynajęcie samochodu, Jerez de la Fronterra, Cadiz, Sevilla, Gibraltar, Torremolinos, Granada, Grattalops (serce regionu winnego Priorat), Barcelona i powrót. Łącznie 12 dni w podróży. Na każdą miejscowość mieliśmy pół dnia. Tylko w Grattalops zabawiliśmy 2 noce, akurat był weekend majowy.

na-settembre-011-1-1024x768 Kamperem po Europie. Hiszpania. Karawaning Motorhome

Wschód słońca, Hiszpania

Do dziś pamiętam jakie wrażenie zrobił na mnie przejazd AVE – 400 km w 2 godziny. Ze szczegółami utkwiła mi też w pamięci restauracja nad morzem, namiot, wino, które się skończyło nim podali rybę z grilla, duży wiatrak na suficie w wynajętym pokoju.

na-settembre-010-1-1024x768 Kamperem po Europie. Hiszpania. Karawaning Motorhome

Tuż przed zachodem słońca

I sklep w Grattalapos też pamiętam. Coś w stylu naszego Społem z lat 80tych. Oprócz piwa, wina i oliwek, które stały w wielkim słoju na ladzie nie można tam było po południu kupić już nic. Przy stolikach siedzieli starsi panowie i w coś grali. Nie pamiętam w co. Ale za to z zamkniętymi oczami trafiłabym do winnicy Celler Cecilio. Odpalam street view na google maps i nie mam złudzeń. Gdzieś głęboko pod powiekami zachowałam ten obraz. Nie było tylko wtedy placu zabaw naprzeciwko wejścia. Są rzeczy, których się nie zapomina.

Potem było jeszcze kilka wyjazdów do Hiszpanii. W większości to wakacje z dziećmi. Nigdy z biurem podróży. Tegoroczna zimowa wyprawa samochodem kempingowym była kolejną. Jestem pewna, że nie ostatnią. Tym razem wyjazd był pod patronatem słońca i wypoczynku. Zaciągnęliśmy dziewczyny tylko do Walencji na jedno popołudnie. I do Granady. Ale Alhambrę zostawiliśmy sobie na kolejną wizytę. No i do zoo 😉

na-settembre-002-1-1024x768 Kamperem po Europie. Hiszpania. Karawaning Motorhome

ZOO Terra Natura, Benidorm


na-settembre-004-1-1024x768 Kamperem po Europie. Hiszpania. Karawaning Motorhome

Tukan, ZOO terra Natura

Z niemałym podziwem przyglądam się naszym dziewczynom, nastolatkom, które odnajdują się w karawaningu bez większego problemu. Może to dzięki temu, że na zorganizowanym wyjeździe byliśmy z nimi raz w życiu? Najmłodsza miała wtedy rok.

na-settembre-005-1-1024x768 Kamperem po Europie. Hiszpania. Karawaning Motorhome

Benidorm Hiszpania

Udaje nam się jako tako podzielić obowiązki. Tu nikt nie przyjdzie i nie posprząta kampera pod naszą nieobecność. Ale za to można pospać dłużej niż w hotelach. Życie na kempingu zaczyna się z reguły po godzinie 08:00 rano. Na części kempingów obowiązuje zakaz jeżdżenia samochodami do tej właśnie godziny. Nikogo nie dziwią tu pan czy pani w szlafroku, z fryzurą “po nocy”, w klapkach wędrujący na poranną toaletę . Po drodze pozdrawiają tych, którzy właśnie zasiedli do śniadania czy porannej kawy. Często też jeszcze w piżamach. Nie ma tu rewii mody. Co najwyżej można zaimponować wypasionym rowerem, który stoi przy kamperze, albo faktem, że współtowarzyszami podróży są nie pies czy kot, a ptaki w klatce.

na-settembre-001-1-1024x768 Kamperem po Europie. Hiszpania. Karawaning Motorhome

Życie na kempingu

Pora zimowa w Hiszpanii to czas, kiedy zjeżdżają tu Szkoci, Brytyjczycy i Skandynawowie. Można podszkolić swoją znajomość języków.
– Ja nie mogę! – powtarza Laura kręcąc z niedowierzaniem głową. Wraca właśnie z porannej toalety.
– Co się stało? – pytam.
– Kurczę ja myślałam, że te wszystkie teksty, które nam puszczają na lekcji angielskiego, to są tak specjalnie przerysowane z tym akcentem! Ale oni tak na poważnie! Oni naprawdę mówią tak, jakby się cały czas dziwili!
Nie mogę powstrzymać śmiechu, kiedy zaczyna ich przedrzeźniać.
– It looks very lady like! Is it a lady?
– Noooo! It’s a dog!
– Oh really? It’s a dooog???
Przez tę jej opowieść ledwie powstrzymuję się od śmiechu, kiedy sąsiadka z parceli obok, Brytyjka po 70tce, w czasie rozmowy pyta mnie:
– Oh, you really cook here?

Jemy śniadanie. Dziewczyny zbierają naczynia do mycia, a my ogarniamy kampera. Obowiązkowa kawa i dziś w planach, wyprawa po rybę na obiad. Udało mi się ustalić, że w pobliskiej miejscowości jest sklep rybny. To zaledwie 3 km stąd.
Lokalna pescaderia oferuje więcej niż mogłabym sobie wymarzyć. W tym roku nauczyłam się bardzo ważnego zwrotu: “abrir para a la plancha, por favor”. Co jest prośbą o wypatroszenie świeżej ryby i rozcięcie jej tak, aby dało się położyć ją na grilla. Można o to poprosić zarówno w małym sklepiku, jak i w supermarkecie.

na-settembre-009-1-1024x768 Kamperem po Europie. Hiszpania. Karawaning Motorhome

Pescaderia

Panie przede mną się nie śpieszą. Czekam i przysłuchuje się ich rozmowie. Niewiele rozumiem, ale lubię melodię tego języka. Kiedy przychodzi moja kolej proszę o 3 ryby na grilla. Z pomocą przychodzi mi stojąca obok mnie pani, która palcem pokazuje, które mam wziąć. Mówię skąd jesteśmy i jak bardzo lubimy świeże ryby, których u nas niestety nie ma. Właścicielka sklepu zapewnia mnie, że ryby są świeże i nie pochodzą z hodowli. Nie mam powodu, aby jej nie wierzyć. Zresztą uczta kulinarna, którą serwujemy sobie 2 godziny później, wywołuje małe wyrzuty sumienia, że aż tak sobie dogadzamy 😉