Buty. Część II czyli wizjonerstwo albo różem po oczach1 min read

Pomysł na to, żeby ubrać Sławkę do ślubu w zajebiście różowe buty bardzo mi się spodobał. Sama bym na to nie wpadła. Czad. Bożena ma genialny pomysł. Widzę jednak, że Sławka nie jest do końca przekonana. Bardzo widzę.
Ostatnio uczę się czytania w myślach , więc bez trudu dociera do mnie komunikat wysyłany przez Sławkę drukowanymi literami: „NIE ZAŁOŻĘ RÓŻOWYCH BUTÓW DO ŚLUBU” !!!!!!!!!

Przechwytując w lot negatywne wibracje skierowane, ku Bogu ducha winnym butom, mówię nie czekając nawet na choćby jedne słowo, ale za to z uśmiechem – założysz.
Oczami wyobraźni widzę Sławkę w fuksji, siebie w turkusie i żółtą walizkę. Wizja jest taka: idziemy obie piaszczystą toskańską drogą wśród cyprysów – obie trzymamy za rączkę walizki, która jest między nami. Kadr, mniej więcej od pasa w dół. Widać kiecki, nogi, buty. I choćby się działo nie wiem co , to wcisnę Sławce fuksjowe pantofle na stopy do ślubu.