Ślub na granicy Umbrii i Toskanii. Część VII czyli włoski tapir.

“No i czego drze japę”? myślę sobie, kiedy wibracje dzwonka wkręcają mi się w mózg. 6 rano. Otwieram oczy. Jezu, to dzisiaj. Zrywam się i nasłuchuję życia w domu. Czuję lekkie podenerwowanie. No dobra, podniecenie i ekscytację. I w tym nastroju schodzę na dół do kuchni. Sławka już się krząta wokół stołu, Marcin robi herbatę. Dawid naciąga kołdrę na głowę.

Chyba nic nie przełknę – mówię do Sławki.
– A tobie co? – pyta mnie.
– Emocje, czy coś. Z przewagą coś.
– Ale, że ty też?
– Też.
– Herbatę wypij chociaż.
– Lubię mocną herbatę, kawę i wrażenia mocne lubię też.
– Wrażenia nocne, chciałaś powiedzieć.
– Jakoś tak. To teraz mocna herbata a potem wrażenia mocne – uśmiecham się – Mam nerwa. Kurde gorzej niż przed własnym ślubem – dodaję.

Wpada Bartek. Na śniadanie. My w blokach startowych.
– Fascynator masz? – pytam
– Wzięłam. A i kosmetyki. Wszystko mam. Jedziemy.

SlawkaMarcin-Prep-prev-0044 Ślub na granicy Umbrii i Toskanii. Część VII czyli włoski tapir. Matrimonio

fot. Bartek Dąbrowski

Dojeżdżamy do fryzjera. Napotykamy dostawę pieczywa do sklepiku. Machamy do pana, że chcemy wjechać dalej. Niechętnie, ale pan odjeżdża robiąc nam miejsce.

Wita nas pan fryzjer, sprawca, tfu, twórca włoskiego wizerunku Dawida.
– Caffe? – pyta.

Sławka bierze kawę, ja poprzestaję na wodzie. Witamy się z panią. Wygląda dokładnie tak samo jak wczoraj. Tylko jeszcze bardziej pachnie tytoniem. Próbuję nazwać kolor farby na jej nylonowym, białym fartuchu. Rudy? Brąz? A może blond? Kiedyś moja babcia nosiła po domu takie wdzianko malowane w kwiaty w odcieniach fioletów i błękitów. Mówiła na nie elegancko “podomka”. Pani wskazuje mnie jako pierwszą „ofiarę”.

SlawkaMarcin-Prep-prev-0032 Ślub na granicy Umbrii i Toskanii. Część VII czyli włoski tapir. Matrimonio

fot. Bartek Dąbrowski

“O Jezusie” – myślę. A jednak z pokorą zajmuję miejsce przy umywalce. Sprawnie, szybko mam umytą głowę. Siadam przed lustrem. Przeglądam się i mam ochotę zwiać.
– Jezu, ale wyglądam. Jeszcze to światło. Czy ty widzisz to, co ja mam pod oczami? – pytam Sławkę.
Sławka przygląda mi się dokładnie, potem zerka w lustro i mówi, żebym się wyluzowała, bo zaraz będę piękna w makijażu.
– I ty w to wierzysz? – pytam.
– Ale co, masz wątpliwości co do umiejętności pani? – Sławka posyła blondynce uśmiech.
– Tak… no dobrze. Skoro tak mówisz.

SlawkaMarcin-Prep-prev-0033 Ślub na granicy Umbrii i Toskanii. Część VII czyli włoski tapir. Matrimonio

fot. Bartek Dąbrowski

Tymczasem pani wytarła mi włosy, nałożyła piankę i zaczęła mnie czesać. Pasmo po paśmie włosów zawija na szczotkę i suszy. Od góry. W sensie, że od czubka głowy. No dobrze, nie czepiam się, może tutaj taka moda.
– Sławka, ja to czarno widzę. Ja nie chcę być tapirem.
Sławka wyciąga telefon i robi mi kilka zdjęć. Na pamiątkę. No nie wiem.
– Ale jak ja bym tu mieszkała – zaczynam – to ja bym tej pani nie dopuściła do siebie z nożyczkami.
– Ale, że masz coś przeciwko trwałej? – pyta mnie Sławka.
– Trwała to chyba najmniejszy problem tutaj.
Pani na czubku głowy wykręca mi rulony z włosów, podpina wsuwkami i nie szczędzi lakieru.
– O Jezusie, Sławka. Ja się zaraz rozpłaczę.

Ale żeby nie było, pani jest bardzo miła. Ma też niebywałą zaletę – nie rozumie słowa po polsku.

SlawkaMarcin-Prep-prev-0029 Ślub na granicy Umbrii i Toskanii. Część VII czyli włoski tapir. Matrimonio

fot. Bartek Dąbrowski

Fryzura skończona. Teraz czas na makijaż. Pani wyciąga skrzynkę z kosmetykami. Podkład i korektor mamy swój, tusz też. Dobieramy kolory. Pokazuję z palety kolory, które mnie interesują. Marzy mi się delikatny makijaż. Delikatny, zaznaczam. W subtelnych kolorach. Pani sięga po pędzle. Patrzę na Sławkę.
– Sławka, prawda, że nie miałyśmy genialnego pomysłu, żeby zabrać pędzle?
– No.
– To cudnie, bo te tutaj to nie wiem czy były kiedykolwiek czyszczone, czy też sterylizowane.
– Widzę właśnie. Ale wiesz jest szansa, że tu rzadko kto się maluje. No chyba, że na ślub.
– I tak jesteśmy miejscową atrakcją – mówię, a pani w tym czasie mokrą gąbką nakłada fluid na moją twarz. Nie chcę wiedzieć gdzie wcześniej ta gąbka była. Staram się wyluzować.

Potem korektor. Pod oczy. W głowie mi się kolebie: “kilogram poproszę”. Jednak pani skąpi i na dodatek fluid wciera mi pod oczy. Sławka na mnie patrzy z przerażeniem.
– Widać technologia wklepywania jeszcze nie dotarła do tej wsi – rzuca.
– Czuję się pocieszona, wiesz?
– Wiem – odpowiada słodko moja przyjaciółka.

Cienie. Oczywiście inne niż te, które wybrałam. Ale o tym przekonałam się dopiero po tym, jak uchyliłam umalowane powieki. Jestem bliska obłędu. Trochę. Ale mam plan, jak poprawię te gotyckie stare złota, miedzie i brązy. Jeszcze tylko kreska.
– O nie – mówi Sławka – ja się na kreskę nie zgodzę.
– Ja lubię, pasuje mi, chyba najbardziej z tego całego makijażu dzisiaj.

Rzęsy, muśnięcie bronzerem, różem, pomadka. Tapir. Pani robi mi kask na głowie. Czuję się a la lata sześćdziesiąte. Pani z podziwem patrzy na swoje dzieło. I pyta się czy mi się podoba?

No przecież nie powiem jej, że nie. No w końcu się starała. Kilka małych poprawek i będę wyglądać jak człowiek. Niekoniecznie włoski człowiek – kobieta – tapir. No chyba, że będę bohaterem w stylu Spider-Mana.

SlawkaMarcin-Prep-prev-0031 Ślub na granicy Umbrii i Toskanii. Część VII czyli włoski tapir. Matrimonio

fot. Bartek Dąbrowski

Teraz kolej na Sławkę. Świetnie się bawiła obserwując mnie w roli modela. Posyłam jej uśmiech.
– No, to teraz twoja kolej, kochana.

Procedura jest dokładnie taka sama. Mycie. Szybkie i sprawne.

Pojawia się Bartek.
– O!, widzisz zdjęcia będziesz miała z sesji u fryzjera.
– Ty też masz – rzuca Sławka – chcesz zobaczyć? – uśmiecha się.
– No może niekoniecznie.
– Ale dlaczego ta pani czesze mnie tak samo jak ciebie? – pyta mnie Sławka.
– Widać taka szkoła. Włoska szkoła. Poczytać ci horoskopy?
– Ale, że włoskie?
– Nie, andaluzyjskie. Pewnie, że włoskie. Zobacz ile tutaj pism leży – sięgam po pierwszą lepszą gazetę. Tak naprawdę chcę odwrócić uwagę Sławki od tego co robi pani. Generalnie z horoskopów, wyczytanych z gazet udało się stworzyć jedną, wielką i pełną optymizmu przepowiednię na najbliższe dziesięciolecia.
– O! – zauważam – jesteśmy na etapie rulona i lakieru. To zaraz będzie makijaż kochana. Cieszysz się?

Sławka wybiera kolory. Pani przystępuje do malowania. Powtórka z techniki nakładania makijażu. Sławka nie daje jednak pani wetrzeć korektora, tylko dzielnie wklepuje go sobie osobiście.

Wydaje mi się, że makijaż Sławki wygląda o niebo lepiej niż mój. Rozumiem! Oświeca mnie. Pani mnie umalowała tak specjalnie.
Kiedy pani ma ochotę zrobić Sławce kreskę na górnej powiece, Sławka gwałtownie protestuje.
– My to jednak będziemy sławne tutaj, wiesz? – mówię.

SlawkaMarcin-Prep-prev-0036 Ślub na granicy Umbrii i Toskanii. Część VII czyli włoski tapir. Matrimonio

fot. Bartek Dąbrowski

Patrzę na Sławkę. Wygląda dobrze. Damy tylko więcej jasnego cienia i będzie git.
Czas na włoskiego tapira i upięcie fascynatora.
– Ale, że w dresie idziesz do ślubu? – pytam – bo jak Ci pani na kropelkę ten fascytnator upnie to za cholerę nie zdejmiesz bluzki.
– Tylko do samochodu. Nie będę przecież jechała w polarze i fascynatorze.
– Nie? No co ty! Fajnie by było.

Stajemy obok siebie i przeglądamy się w lustrze. Czuję się kiepsko w tych brązach. Mam z pięć lat więcej na karku.
Sławka patrzy na mnie i na siebie i mówi:
– Ja myślę, że ten makijaż i fryzura w lokalu, do którego chodzi mama Maurizio, to taki lokalny folklor. Jestem pewna, że tylko taki wygląd pasuje do Corciano.
– Ale obiecaj mi, że trochę poprawimy ten makijaż. Jakaś biel w kąciku oka, pod brew. Zdejmiemy nadmiar brązu.
– Spoko, mamy jeszcze 45 minut.
“Na całe szczęście” – myślę.

SlawkaMarcin-Prep-prev-0045 Ślub na granicy Umbrii i Toskanii. Część VII czyli włoski tapir. Matrimonio

fot. Bartek Dąbrowski

Wracamy. Dawid wstał. Pierwsze, co robimy po przekroczeniu progu domu – stajemy przed lustrem i pozbywamy się gotyku na rzecz świeżości. Wklepujemy więcej korektora pod oczy. Ścieramy szminkę.
– Nie rozumiem – mówi Marcin – tyle czasu na makijaż a i tak robicie to po swojemu.
– Ja tobie to kochanie później wytłumaczę – mówi Sławka.