Buty. Część III czyli jednak jest różnica między fuksją a różowym

Bożena podsyła link do sklepu z butami. Buty, w kolorze już wiadomym, długo wiszą na monitorze. Magda zapewnia mnie, że jak mi się bardzo nie będą podobały, to kupię sobie drugie. Mimo to  potrzebuję dwóch dni, aby przeklikać się przez sklep. I obiecuję sobie, że na wakacjach kupię sobie drugie buty. A nawet i trzecie!

To niesamowite jak szybko działają firmy kurierskie. Co więcej – nie gubią przesyłek. Niecałe dwa dni później stoję w korytarzu z pudełkiem w ręku.

– Fszak! To nie jest fuksja! To najzwyklejszy róż! – zapowietrzam się po dobraniu się  do wnętrza pudła.

Pink-0002 Buty. Część III czyli jednak jest różnica między fuksją a różowym Matrimonio

fot. Bartek Dąbrowski

Przymierzam. Na nieszczęście są dobre. A na dodatek sprawiają wrażenie wygodnych.

W sobotę przyjeżdża Magda. Pokazuję jej zakup. Spodziewam się reakcji w stylu:
– No! Takie właśnie miały być!
A Magda bierze but do ręki, chwilę go ogląda i mówi:
–  Hmmm… Myślałam, że będą ciemniejsze.
Patrząc mi już prosto w oczy, uśmiecha się nieznacznie i dodaje:
– Ale te też są ok.

W kolejną sobotę wpada Ania z rodzinką. Kiecki jeszcze nie ma więc pokazuję jej buty.
– No fajne – mówi. Klasyczna szpilka. Ale… różowe? – pyta. – Do ślubu chyba nieróżowe bardziej?

Parę dni później dzwoni Bożena.
– Jadę właśnie do szwalni odebrać sukienki. Musimy na przymiarkę się umówić.
– Najwcześniej we środę mogę – zawieszam głos, spoglądając na plan lekcji dziewczyn.
– Nie, no dobrze. Niech sobie one u mnie trochę powiszą – mówi Bożena.- Tylko buty weź! Musimy długość sukni ustalić.
– Jasne! – odpowiadam. – W zębach przyniosę – dodaję już ciszej.
I tak nie założę różowych butów do ślubu!