Pierwsza zasada kamperowca

Pierwszy parking wypada pod Rostockiem. Zjeżdżamy z autostrady i po przejechaniu zaledwie kilku kilometrów podjeżdżamy pod szlaban. Przede wszystkim potwierdza się fakt, że karta Camping Key Europe, którą wyrobiliśmy, otwiera go bez żadnych pytań. Ale za to my mamy ich kilka. Dostajemy parcelę przy samym jeziorze. Jakieś skromne 100 m2. Podłączamy się do prądu i robimy wycieczkę po kempingu. Prysznice i toalety czyste i zadbane. Te pierwsze obsługiwane są za pomocą kart magnetycznych. Są sklep i restauracja.
Przyglądam się panującym tu zwyczajom. Jako, że teren kempingu jest dość duży, normą jest podjeżdżanie, czy to na siku, czy do mycia, czy też na piwo (choć kolejność pewnie inna), na rowerze. Pod budynkami są zatem stojaki na rowery. Jechać można, tak jak komu wygodnie, czyli w slipkach, w pełnym ubraniu, czy też w szlafroku. A można też nie jechać, i o godzinie 8ej, czy to rano czy wieczorem, umyć się w jeziorze.
To co Polakowi rzuca się w oczy, to sprzęt, który stoi bez żadnego zabezpieczenia. Wypasione Cube’y nie są nawet spięte ze sobą.
image-1-1024x611 Pierwsza zasada kamperowca Lato 2016 Norwegia

Od niepamiętnych czasów trzymam w ręce paletkę do badmintona. Dziewczyny są zachwycone możliwością gry. Poruszają się też dość sprawnie po terenie. Mała chwila zawahania, gdy proponuję im wyprawę do sklepu.
– Ale ja mam tę, no… – Laura szuka słowa – barierę, blokadę językową.
– To ją zdejmij, bo ja Ci po nic nie pójdę – śmieję się.
Zjadamy kolację i niestety obciążamy żołądek Laury zupą pomidorową. Noc nie należy do najłatwiejszych. W czasie, kiedy ona próbuje walczyć z dolegliwościami, koty zachowują się jak małpy w małpim gaju.
Rano, śmiechu jest co nie miara.
– Co się obudziłem, nos w nos miałem czekoladowy pysk z wybałuszonymi ślepiami i słyszałem jak coś skrobie. To była Pralina, która wisiała na przednich łapach i próbowała wciągnąć dupsko na górne łóżko – opowiada Marcin.
– A mi Graffy mył głowę w nocy – śmieje się Weronika.
Siedzimy przy stoliku przed kamperem i jemy śniadanie. Spoglądam w stronę jeziora.
– Patrzcie. 14 łabędzi wypłynęło też na śniadanie – pokazuję palcem.
– Ja widzę tylko 6 – liczy Weronika.
– Bo reszcie wystają tylko kupry. Bo to nie śniadanie, tylko aerobik z Chodakowską: „A teraz moczymy dzióbki i próbujemy dotknąć paluszków” – komenderuje Laura.
image-1024x595 Pierwsza zasada kamperowca Lato 2016 Norwegia

Pora ruszać dalej. Odłączamy prąd, zlewamy po raz pierwszy szarą wodę, opróżniamy chemiczną toaletę i łamiemy pierwszą zasadę kamperowców, ktora brzmi: „Po odjechaniu z miejsca, należy sie zatrzymać i sprawdzić, czy coś nie zostało”. Kiedy parkujemy na kempingu w Aalborgu już wiemy, że musimy kupić nową wycieraczkę pod drzwi wejściowe 😉